IV Lubińskie Dni Jazzowe za nami. Centrum Działań Twórczych przez dwa październikowe wieczory było jazzową stolicą regionu.
Piątek: Lub Jazztet na otwarcie
Koncert otworzył Lub Jazztet, lubińska formacja, która od ponad czterech lat rozwija jazzową scenę miasta. W zespole zagrali: Berenika Ziąber (wokal), Mirosław Sanecki (saksofon), Maciej Równiak (trąbka), Krzysztof Gumienny (gitara), Janusz Lewandowski (kontrabas) i Jarosław Rybka (perkusja). Przez kilka pierwszych utworów to oni nadawali ton wieczorowi.
Po kilku utworach na scenie pojawiła się Monika Lidke, wokalistka i kompozytorka związana z Lubinem, która dziś podbija sceny Londynu. Koncertowała na London Jazz Festival, Manchester Jazz Festival i w legendarnym Ronnie Scott’s Jazz Club. W rodzinnym mieście przywitały ją wiwaty, a brawa rozległy się jeszcze przed pierwszą nutą. Tak wita się swoich.
Jej muzyka nie daje się zaszufladkować. Jazz spotyka się w niej z folkiem, polskie i francuskie akcenty przeplatają się z rytmami Ameryki Łacińskiej. Marek Niedźwiecki nazwał ją kiedyś „piękną, delikatną, uzależniającą”. Na żywo okazała się też zaraźliwa.
Najmocniej wybrzmiało jednak to, co wydarzyło się między dwiema wokalistkami. Gdy do Moniki dołączyła Berenika Ziąber, głosy splotły się z taką łatwością, jakby śpiewały razem od lat. Takiej chemii nie da się wyreżyserować.
Koncert nabierał rozpędu z każdą minutą, a pod koniec zrobiło się naprawdę gorąco. W swingowym rytmie publiczność zaczęła śpiewać razem z Moniką. Część sali po prostu tańczyła, porwana muzyką. Wiwatom nie było końca.
Przesłanie wieczoru było proste i bardzo ludzkie: marzenia się spełniają. Przed lubińską publicznością zaśpiewała artystka, która z miasta wyjechała, by grać w jednych z najsłynniejszych klubów jazzowych Europy, i która wróciła do niego, żeby dać koncert, który sala zapamięta. Artystów pożegnały owacje na stojąco.
Sobota: Adam Bałdych w Lubinie. Od Mozarta po bliski Wschód
Drugi wieczór miał zupełnie inny charakter. O 18.00 na scenie pojawił się Adam Bałdych, jeden z najwybitniejszych polskich skrzypków jazzowych. Zaledwie miesiąc wcześniej amerykański „DownBeat” ogłosił wyniki 74. ankiety krytyków: w kategorii Wschodzących gwiazd (skrzypce) Bałdych zajął drugie miejsce w głosowaniu 226 krytyków z całego świata. Z Polaków wyróżniono jeszcze tylko Michała Urbaniaka. W Lubinie wystąpił więc artysta z samej czołówki światowej sceny.
Z kwintetem, w którym zagrali Sebastian Zawadzki (fortepian), Marek Konarski (saksofon), Roman Chraniuk (kontrabas) i Dawid Fortuna (perkusja), Bałdych przedstawił materiał z projektu „Portraits”. Koncert zmieniał tempo i temperaturę: bywał liryczny, bywał rytmiczny i ostry, a miejscami wręcz porywający. Dla wielu słuchaczy wyjątkowe było też brzmienie instrumentów. Bałdych wyszedł na scenę z dwoma parami skrzypiec, a jedne z nich to rekonstrukcja instrumentu renesansowego. Włoski lutnik odtworzył go na podstawie odnalezionych dokumentów z epoki, opisujących sposób wyrobu skrzypiec, i jest to jedyna taka rekonstrukcja na świecie.
W tej muzyce słychać było więcej, niż zwykle usłyszymy na jazzowym koncercie. Raz wybrzmiewały echa największych kompozytorów w historii, raz muzyka podszyta była folkowymi brzmieniami, raz orientalnymi frazami. Bałdych prowadził słuchaczy po tych różnorodnych światach z zadziwiającą swobodą.
Ciekawostką był też sam instrument. Artysta wyszedł na scenę z dwiema parami skrzypiec, a jedne z nich to rekonstrukcja skrzypiec renesansowych. Włoski lutnik odtworzył je na podstawie odnalezionych dokumentów z epoki, opisujących sposób wyrobu skrzypiec. Dzięki niej lubińska publiczność mogła usłyszeć brzmienie, które łączy historię muzyki z jazzową nowoczesnością.
Po ostatnim dźwięku sala wstała. Owacje na stojąco trwały tak długo, że artyści wrócili na scenę z bisem. Wielu słuchaczy wychodziło z CDT wzruszonych i pełnych energii, z poczuciem, że uczestniczyło w czymś wyjątkowym.
Jazz, który łączy
Dwa wieczory, dwa różne muzyczne światy i jedno wspólne miejsce spotkania. W piątek Lubin tańczył i śpiewał razem z Lub Jazztetem i Moniką Lidke, w sobotę dał się porwać skrzypcom Adama Bałdycha i jego kwintetowi. Od lubińskich korzeni po światową czołówkę, od swingowego rytmu po muzyczny dialog, w którym słychać było Mozarta, góralszczyznę i bliski Wschód. Tak różne brzmienia połączyła jedna sala, w której przez dwa wieczory nie było wolnego miejsca.
IV Lubińskie Dni Jazzowe pokazały, że jazz ma w Lubinie swoją publiczność, swoją scenę i muzyków, którzy tę scenę budują. Dziękujemy artystom za koncerty, które zostaną w pamięci, i wszystkim, którzy byli z nami w Centrum Działań Twórczych. Do zobaczenia przy kolejnej edycji!





























Fot. Tomasz Hanoff